Strona główna Parafii św. Zygmunta i św. Jadwigi Śl. w Kędzierzynie-Koźlu Forum Parafialne
Forum Parafii pw. św. Zygmunta i św. Jadwigi w Kędzierzynie-Koźlu

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
śmierć
Autor Wiadomość
Stefan 


Wiek: 68
Dołączył: 23 Mar 2008
Posty: 259
Skąd: Koźle
Wysłany: 2010-04-26, 10:35   

Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć.
Może księża pomogliby w dyskusji, bo odpowiedź na to pytanie, wydaje mi się, jest bardzo ważna i potrzebna.
_________________

 
     
Ks. Krzysztof 

Wiek: 38
Dołączył: 23 Mar 2008
Posty: 108
Wysłany: 2010-05-04, 13:36   

Odpowiedź na to pytanie zna Bóg!

Ja myślę że nasza modlitwa zanoszona za zmarłego który jest już zbawiony powraca do nas i procentuje na naszym "koncie". Pan Bóg nie gra w loterię i nie przekazuje naszej modlitwy na chybił trafił, wszak zawsze potrzebna jest intencja. Kościół modli się za wszystkich zmarłych, stąd niepoprawne jest sformułowanie, które często zapisujemy w naszych wypominkach "za dusze opuszczone" - takich nie ma! W każdej Mszy św. słyszymy podczas modlitwy eucharystycznej wezwanie za wszystkich zmarłych stąd tych opuszczonych nie ma.

Zmieniłem troszkę temat, ale moja odpowiedź padła!
 
     
Chaos 


Wiek: 45
Dołączyła: 11 Kwi 2008
Posty: 102
Skąd: K-K
Wysłany: 2010-06-02, 12:01   

Dziękuję :)
_________________
Paulo Coelho

- Nie chce pani znać stanu swego zdrowia?
- Wiem, jaki jest - odparła Weronika. - Mój stan to nie to, co widzicie w moim ciele, ale to, co dzieje się w mojej duszy.
 
     
gregorek 

Dołączył: 23 Mar 2008
Posty: 70
Wysłany: 2011-11-01, 12:45   

Na dzień Wszystkich Świętych ,a w szczególności na Dzień Zaduszny ,ku pożytkowi naszych dusz i na chwałę Boga ,proponuję Wam ,drodzy forumowicze ,zapoznać się z dwoma kazaniami wygłoszonymi przez księdza Edmunda Naujokaitisa FSSPX,przedstawiającymi Prawdę o rzeczach ostatecznych ...a więc o śmierci i Sądzie Ostatecznym.





Ks. E. Naujokaitis, Rekolekcje adwentowe, 19–20.12.2009, Gdynia, nauka IV -

Sąd osobisty

„Postanowiono ludziom raz umrzeć, a potem sąd” (Hbr 9, 27).
Bardzo słusznie przypomina nam Kościół św. w adwencie o sądzie i o potrzebie świadomego oczekiwania końca naszego życia na tej ziemi. Cóż może nas bardziej zachęcać do umartwienia, jaka myśl, jaka nauka może nas łatwiej odwieść od przyjemności ziemskich, jak wspomnienie śmierci? Gdybyśmy mieli wiecznie żyć na świecie, gdybyśmy byli pewni, że będziemy mogli po wszystkie czasy, bez końca używać dóbr ziemskich, można by jeszcze zrozumieć i wytłumaczyć zdanie owego bogacza, wspomnianego w ewangelii, który sobie powiedział: „Duszo, masz wiele dóbr zgotowanych na wiele lat, odpoczywaj, jedz, pij, używaj” (Łk 12, 19). Ale wiemy, jak straszne słowa usłyszał w odpowiedzi, słowa, stanowiące i dla nas wszystkich groźną przestrogę, bo wypowiedział je sam Bóg: „Szalony! Tej nocy duszy twojej zażądają od ciebie, a coś nagotował, czyjeż będzie?” (Łk 12, 20). Tak, któż wie, czyje będą zgromadzone na bankowym koncie przez człowieka oszczędności, zakupione nieruchomości i kto będzie miał z nich pożytek? „Nie zbierajcie skarbów na ziemi, upominał Pan Jezus, ale w niebie”.
Do św. Filipa Nereusza przyszedł pewien raz młodzieniec i powiadomił go z wielką radością, że rodzice ulegli w końcu jego prośbom i pozwolili mu uczyć się prawa i wybrać sobie zawód, który mu się ze wszystkich podobał najwięcej, zawód prawnika. – „Cóż więc myślisz ze sobą zrobić, skoro swoje nauki pokończysz?” zapytał go uprzejmie św. Filip. – „Zostanę adwokatem”. – „A potem?”, zapytał święty. „Potem osiądę w stolicy i mam nadzieję, że będę miał dużo spraw, że szybko pozyskam sobie sławę, znaczenie i majątek”. – „A potem?”, odezwał się znowu święty. – „Potem ożenię się bogato, będę wiódł życie spokojne i szczęśliwe i wychowywał starannie swoje dzieci”. – „A potem?” spytał święty. – „Potem powydaję córki za mąż, zabezpieczę los synów i na starość będę zażywać miłego po pracy spokoju”. – „A potem?”, zagadnął go znowu święty, mówiąc już głosem dobitniejszym i podniesionym. – „Potem?”, odrzekł młodzieniec z pewnym smutkiem i ociąganiem się, „potem trzeba będzie umrzeć”. Teraz powtórzył św. Filip raz jeszcze swoje zapytanie, ale z większą powagą i szczególniejszym naciskiem: „A potem?” Wtedy zmieszał się młodzieniec i już nie znalazł odpowiedzi. Poczuł się wstrząśniętym i przerażonym do głębi serca. „Na cóż mi się przyda wszystko, o czym marzę i do czego dążę – pomyślał on w duszy – jeżeli nie zasłużę sobie na szczęśliwą wieczność?” I postanowił rozpocząć inne życie. Postanowił całym sercem służyć Panu Bogu.
Nawet ten, kto jest jeszcze młody, dobrze zrobi, jeżeli często będzie stawiać przed oczyma duszy tę chwilę, w której skończą się jego zajęcia, prace i zabawy, a której samo wspomnienie powinno go oderwać od wszelkich marności ziemskich. Bo czyż to jest rozumnie przywiązywać się do uciech i dóbr znikomych, które już jutro śmierć może nam wydrzeć, a kiedyś wydrze z pewnością? Ale jeszcze daleko więcej powinno od nich odstręczać wspomnienie wieczności. Gdybyśmy wiedzieli, że razem ze śmiercią kończy się już absolutnie wszystko, że nie ma już dla nas życia za grobem, to byłoby mniej nierozsądku w zasadzie, której wielu się trzyma, a którą powtarza i Księga Mądrości: „Pójdźmy tedy a używajmy dóbr niniejszych!” (Mdr 2, 6). Inna podobna zasada brzmi: „jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy!” Ale któż ośmieli się twierdzić, kto jest rzeczywiście przekonany, że na ostatnie pytanie św. Filipa: „A potem?” – należy się odpowiedź: „Potem już nic, zupełnie nic, umierając zaśniemy i już nie zbudzimy się nigdy”? Kto nam potrafi dowieść takiego twierdzenia? Inaczej uczy nas święta wiara i sam zdrowy rozum. Jeżeli chcesz koniecznie wątpić, no cóż, nie zmusi cię Pan Bóg do wiary, ale rozważ tylko, co ci pomogą twoje wątpliwości? Czy one uczynią Boga nieistniejącym? Czy unicestwią wieczność? Zastanówmy się więc nad tym, co nastąpi zaraz po śmierci, t. j. nad sądem osobistym.
1. „Postanowiono ludziom raz umrzeć, a potem sąd”, mówił św. Paweł. Chwila śmierci jest pełna tajemniczej grozy. Jeszcze ciało nasze leżeć będzie na posłaniu, jeszcze nie zmienią się rysy naszej twarzy i nie przybiorą owego wstrętnego wyglądu, którym razi nas trup, jeszcze nie rozpocznie się proces gnicia ciała, jeszcze nas otaczać będą płaczący przyjaciele i krewni, a już dusza stanie przed swoim Sędzią i już zapadnie wyrok.
Sąd bowiem pośmiertny różni się bardzo od sądów ziemskich. Na ziemi trzymają oskarżonego przez długi czas w więzieniu śledczym, badają go i dochodzą winy, pozwalają się bronić a nawet używać wykrętów, przyzywać świadków i wymownych obrońców, a nieraz zdarza się, że po długich badaniach oskarżony uchodzi kary, na którą zasłużył. Ale Sędzia przedwieczny widzi od razu w pierwszej chwili, kiedy przed Nim staniemy, wszystko co jest w naszej duszy i co ukrywa się przed wzrokiem ludzkim. Podobnie jak na białej karcie przy świetle dziennym dokładnie widać wszystko, co na niej napisano, każde pociągnięcie pióra, podobnie odczyta Pan Bóg za jednym wejrzeniem wszystkie uczynki, któreśmy popełnili. Nie tylko uczynki, ale wszystkie słowa, któreśmy wypowiedzieli, wszystkie myśli i pragnienia, które nas zabawiały od pierwszych lat dzieciństwa. I żadne wymówki, żadne usprawiedliwienia, żadne wykręty nie będą dozwolone. Nie będziesz mógł się tłumaczyć, że nie wiedziałeś coś robił, że tego lub owego nie uważałeś za grzech, że widziałeś innych tak samo czyniących i szedłeś za ich przekładem, że trudno ci było wierzyć we wszystko, czego nauczał Kościół, że nazbyt silne były pokusy i nazbyt gwałtowne twoje namiętności. Dla takich wymówek nie pozwolą ci nawet ust otworzyć! Sędzia natychmiast rozpozna czy i w jakim stopniu byłeś winnym. I dla ciebie samego stanie się to jasne!
„Jak to? – możemy spytać – wszakże słyszeliśmy wielokrotnie, że Pan Jezus jest nieskończenie miłosierny, że za nami się wstawia, że On nam wyjednywa przebaczenie i łaskę?”. Tak, Pan Jezus wstawia się za nami, ale wstawia się teraz, dopóki żyjemy tu na ziemi, i będzie się wstawiał dopóki nie wydamy ostatniego tchnienia. Dziś jeszcze możemy śmiało prosić o miłosierdzie Boże i przez Chrystusowe zasługi możemy je uzyskać: „Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a będzie wam otworzone” (Łk 11, 9). – „Zaprawdę, zaprawdę wam powiadam, kto wierzy we Mnie, ma życie wieczne” (J 6, 47) – to Jego własne słowa, ale po śmierci już będzie za późno! Po śmierci nie będzie On już naszym obrońcą, ale naszym sędzią, i już nam nie użyczy łaski i zmiłowania, jeżeli Go nie chcieliśmy przebłagać za doczesnego życia. Kto jest Jego nieprzyjacielem aż do chwili skonania, tego nic nie ocali od zasłużonej kary! – Nie ocali go ani Matka Najświętsza, ani święci jego patronowie. Nikt w niebie nie będzie już nawet prosił o łaskę dla takiego nieszczęśnika, bo mieszkańcy nieba zgadzają się zupełnie z wolą Boga Sędziego. Chrystus Pan nie udziela już nikomu łaski nawrócenia po śmierci, musi po śmierci wymierzyć karę, bo przestałby być tym samym sprawiedliwym. Więc już nie będzie adwokata – obrońcy, będą tylko zawzięci oskarżyciele. Zewsząd otoczą nieszczęsnego grzesznika złe duchy, żeby na niego skarżyć i porwać go ze sobą do piekielnej otchłani. Łatwo sobie wyobrazić pogardliwy i pełen politowania uśmiech wielu ludzi naszych czasów na te słowa. Może się ktoś śmiać, fizycznie wszyscy jesteśmy zdolni do śmiechu, ale prawdy w ten sposób nikt nie zmieni.
2. „Straszno jest wpaść w ręce Boga żywego”, pisał św. Paweł (Hbr 10, 31). Dziwią się nieraz ludzie i niepokoją, czemu Pan Bóg pozwala tak długo żyć największym zbrodniarzom, tyranom i gnębicielom narodów. Tak wielu prawych ludzi umarło we wczesnych latach życia, tak wielu świętych umarło w młodym wieku, a niejeden okrutnik i prześladowca Kościoła żyje do 80-ciu lat a nawet dłużej, i dopuszcza się coraz to nowych zbrodni. Gdybyśmy jednak tak znali przymioty Boskie, jak je poznamy po śmierci, nie dziwilibyśmy się Bożej cierpliwości. Przecież Bóg wie, że dla wiernych Jego sług nie są bynajmniej prawdziwym nieszczęściem te krzywdy i prześladowania, których doznają na ziemi. Wie, że one się przyczyniają do pomnożenia ich nagrody, natomiast los potępieńca będzie okropny. Bóg wie, co czeka grzesznika, a że jest nieskończenie dobrotliwy, więc lituje się nad nim i ociąga się często z wymierzeniem kary. Nie przestaje mu nią grozić słowami Pisma św. i głosem sumienia, ale daje grzesznikowi czas na wzbudzenie żalu i na rozpoczęcie pokuty.
Zdarza się często już na ziemi, że ludzie doznają niewymownych cierpień. Ktoś np. przez długie lata musi znosić chorobę, która przykuła go do łoża boleści, przy tym będąc zupełnie opuszczony i doświadczając głodu i zimna i wszystkich utrapień, połączonych z ubóstwem. Jakaż gorycz napełnia wówczas serce. O ileż lepszą wydaje się śmierć od takiego życia! A jednak niczym to jeszcze nie jest w porównaniu z karą potępionych! Bo w każdej chorobie bywają jakieś przerwy i ulgi, przynajmniej we śnie, a zawsze pozostaje jakaś nadzieja wyzdrowienia i szczęśliwszej doli. W piekielnej zaś otchłani nie ma żadnej ulgi, żadnego wytchnienia, żadnego snu, żadnej nadziei!
Trudno nam pojąć wieczność, dopóki w niej nie zaczniemy istnieć. My znamy tylko ciągłe następstwo uczuć miłych i przykrych, robotę i spoczynek, rozmaitość dziennych zajęć i nieprzytomność snu. Jakże całkiem inna jest wieczność! Dusze zbawionych cieszą się w niej ciągle jednym uczuciem radości, które zaspokaja wszelkie ich pragnienia i nie dopuszcza żadnej tęsknoty, żadnego przesytu. Jak mówi św. Paweł, „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani w serce człowiecze nie wstąpiło, co nagotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1 Kor 2, 9). A potępieńcy doznają bez przerwy takiej boleści, jaką nam wyobrazić może ziemski ogień, kiedy nas parzy. I oni dobrze wiedzą, że ich męczarnie nie skończą się nigdy.
Wyobraźmy sobie, że na posadzkę kościoła spada co dziesięć lat jedno ziarnko piasku. Jakież by było nasze przerażenie, gdybyśmy taki wyrok usłyszeli od Pana Boga: „Będziecie tak długo cierpieli w płomieniach, póki cały ten kościół nie napełni się piaskiem!” Ileż to lat musielibyśmy czekać na koniec naszej męki! A jednak mieszkańcom piekła sprawiłoby to niezmierną radość, gdyby usłyszeli taką zapowiedź, i piekło nie byłoby już dla nich piekłem, bo w nim zabłysnął by rajski promyk nadziei!
3. Tylko jeden raz odmieni się cokolwiek stan potępionych, a stanie się to wówczas, gdy trąba archanielska zwoła wszystkich na sąd ostateczny. Wówczas połączą się z powrotem ze swoimi ciałami. Oni tęsknią za tym połączeniem, bo wszakże ciało należy do ludzkiej istoty. Oni może myślą, że im ta chwila przyniesie jakąś ulgę, jakąś pociechę. Jakże smutnego doświadczą jednak zawodu! „Wszyscy wprawdzie zmartwychwstaniemy – pisał św. Paweł – ale nie wszyscy odmienieni będziemy” (1 Kor 15, 51). Ciała zbawionych będą jaśniały pięknością, o jakiej dziś nawet wyobrażenia nie mamy. „Sprawiedliwi świecić będą jako słońce w królestwie Ojca ich”, powiedział Pan Jezus (Mt 13, 43). Ciała zbawionych będą nieskazitelne i wolne od wszelkiego bólu, od wszelkiej dolegliwości i doznając samych miłych uczuć, jeszcze powiększą szczęśliwość duszy.
Ciała zaś potępionych będą wstrętnymi trupami, i dusza wzdrygnie się i przerazi, skoro znów ujrzy swoją ziemską powłokę. Ona pragnęła otrzymać z powrotem swą nadobną postać, którą się niegdyś chlubiła, która może i wielu innych oderwała od Boga. Dusza potępiona pragnęła znów dostać swe ciało wypieszczone, któremu zawsze dogadzała, dla którego przyjemności po tysiąc razy znieważyła Majestat Boży. „Jakże to? – zawoła w uniesieniu rozpaczy – ja mam wejść w tego trupa? Ja mam go dźwigać przez całą wieczność i z nim pogrążyć się w ogniu?” Ale jej upór będzie daremny, bo go przełamie wszechmocna dłoń.
A z jaką zgrozą i odrazą będą uciekać od niej dawniejsi jej przyjaciele, kiedy zobaczą na jej licach zgniliznę, a w jamach oczu płomienie! Wtenczas zobaczy ona także po raz pierwszy i ostatni przedziwne blaski Królestwa niebieskiego, zobaczy wierne sługi Boże, którymi niegdyś gardziła, których cnotliwość nazywała głupotą. Zobaczy je cieszące się niewysłowioną radością, a między nimi będą może jej rodzice, jej bracia i dzieci. „Żegnajcie mi na zawsze!” zawoła do nich z ponurym żalem, jak pisze św. Efrem. „Żegnaj mi, ojcze i matko, synu i córko! już was nie ujrzę nigdy! Żegnaj mi krzyżu, źródło życia! Żegnaj, raju rozkoszy!” I wtenczas przeklnie ona siebie samą, że nie była posłuszną zbawiennym upomnieniom i słowu Bożemu, które ją wzywało do poprawy, że odepchnęła od siebie rękę Chrystusa, który ją chciał zaprowadzić do nieba, że odrzuciła zbawienie, które było tak łatwym i tak niewiele wymagało trudu!
4. Na prawdę, nie sprawia to kapłanowi przyjemności, kiedy mówi wiernym o takich rzeczach. On by wolał mówić tylko o Boskiej dobroci i o szczęściu, które czeka ludzi, jeśli będą wiernie służyć Bogu. Nie to jest jednak ważne, co by kapłan „wolał”, ale to co jest wolą Boga. A Bóg chce, by wierni znali prawdę nie tylko dotyczącą nieba, ale także dotyczącą piekła. Dlatego kapłan ma obowiązek roztaczać przed oczyma ducha wiernych także ten obraz pełen wstrząsającej zgrozy.
Wiemy o tym wszyscy, że Pan Bóg jest nieskończenie dobry, że wszystko dobre mamy od Niego, że On jest naszym Ojcem. Ale nie jest On podobny do wielu słabych ojców ziemskich, którzy nie umieją karać, których dzieci mogą bezkarnie lekceważyć i wyśmiewać. U Niego miłość łączy się najściślej ze sprawiedliwością. Nie łudźmy się, nie dopuszczajmy do swego serca żadnych wątpliwości. Te wątpliwości nic nie odmienią w wyrokach Bożych. Równie jak to jest rzeczą pewną, że teraz jesteśmy tu zgromadzeni, tak też nie możemy wątpić, że znowu zejdziemy się wszyscy w dzień sądu i ujrzymy Syna Człowieczego, przychodzącego z mocą wielką i majestatem sądzić żywych i umarłych. Oddzieli On wówczas niepoprawnych grzeszników od swoich przyjaciół i jednych wezwie do siebie, do swego przybytku, mówiąc: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, otrzymajcie królestwo wam zgotowane od założenia świata” (Mt 25, 34), a drudzy usłyszą straszny wyrok potępienia!
Dziś On woła jeszcze nas wszystkich. Dziś jeszcze nie odrzuca nikogo. W Kościele swoim ustanowił Bóg trybunał miłosierdzia i łaski: „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone” (J 20, 23), powiedział do Apostołów i ich następców. Uciekajmy się do tego trybunału miłosierdzia, do św. sakramentu spowiedzi, jeśli chcemy uniknąć nieubłaganej sprawiedliwości wyroku! Miejmy litość nad samymi sobą, nad swoją duszą, którą Pan Bóg stworzył na to, żeby jej dać żywot wieczny, żeby Go mogła chwalić przez całą wieczność i radować się Jego własnym szczęściem. Amen.


Ks. E. Naujokaitis, Rekolekcje adwentowe, 19–20.12.2009, Gdynia, nauka V -

Sąd ostateczny

„A gdy Syn człowieczy przyjdzie w chwale swojej i wszyscy Aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na tronie majestatu swego” (Mt 25, 31).
Drodzy Wierni!
Są prawdy niezmiernie ważne dla każdego z nas, o których jednak wielu ludzi bardzo niechętnie słucha – szczególnie w czasach dzisiejszych – i dlatego kaznodzieje mówią o nich rzadko i z pewną obawą, żeby liczba słuchaczy, i tak dosyć mała, nie zmniejszyła się jeszcze bardziej. A przecież musimy o nich mówić, jeżeli chcemy należycie spełnić ciężki swój obowiązek. Jedną z tych prawd objawił nam Boski nasz Mistrz Jezus Chrystus, kiedy zapowiedział swoje przyjście na sąd ostateczny. To jest tematem naszych rekolekcji adwentowych.
Nie jest to żaden wymysł kapłanów, lecz prawda, najdobitniej i najuroczyściej ogłoszona przez samego Boga. Ale już sam zdrowy rozum i poczucie sprawiedliwości, wrodzone naszej duszy, mówią nam, że za każdy nasz uczynek należy się słuszna zapłata, że los dobrych i złych nie może być jednakowy. Lecz w życiu ziemskim widzimy tak często ludzi najlepszych, żyjących w nędzy, w pogardzie, w ucisku, doznających prześladowania i krzywdy, kiedy tymczasem ich krzywdziciele i wrogowie wszelkiej cnoty, bezwstydni rozpustnicy, a nawet okrutni gnębiciele narodów żyją w rozkoszach, opływają we wszelkie dostatki i drwią sobie z upomnień i przestróg. Dlatego powtarzają nieraz z goryczą nieszczęśliwi: „nie masz na tym świecie sprawiedliwości!”
Tak, nie byłoby jej naprawdę, gdyby wszystko kończyło się z chwilą śmierci, gdyby nie czekała nas w drugim życiu należna nagroda lub kara! To mówi rozum i poczucie sprawiedliwości najdzikszym nawet ludom, które też mocno wierzą w nieśmiertelność duszy i pośmiertny sąd. My zaś chrześcijanie otrzymaliśmy lepszą, jaśniejszą i najpewniejszą naukę o tym sądzie od samego Boga i wiemy, że zaraz po zgonie staniemy przed Jego Obliczem, aby zdać sprawę ze wszystkich swoich uczynków i zaniedbań, a nawet ze wszystkich swoich słów i myśli. Ale oprócz tego sądu szczegółowego odbędzie się też u końca czasów drugi, powszechny sąd, na którym muszą się zjawić wszystkie pokolenia ludzkości, a który jest tak żywo i przejmująco opisany w Ewangeliach.
1. Nikt nie wie, kiedy zajaśnieje ten dzień, w którym niebo pomści wszystkie zbrodnie ziemi, w którym wyjdzie na jaw wszystko, co było ukryte przed oczyma ludzi, co działo się w największej tajemnicy. Jakiż lęk i jakie zawstydzenie ogarnie wtenczas tych, co dopuszczali się ciężkich występków i wmawiali w siebie, że nikt ich nie widzi, nikt ich nie ukarze! „Bo oto dzień przyjdzie pałający jako piec – mówi prorok – a będą wszyscy pyszni i wszyscy czyniący bezbożność słomą, i zapali je dzień, który przyjdzie” (Mt 4, 1). Cała ziemia będzie zalana ogniem, i wszystko, co na niej jest, obróci się w popiół: „Niebiosa – mówi Apostoł – z wielkim szumem przeminą, a żywioły od gorąca rozpuszczą się, a ziemia i dzieła, które na niej są, popalone będą” (2 P 3, 10). „Słońce się zaćmi, księżyc też nie da swego blasku, a gwiazdy z nieba spadać będą i moce niebios zostaną wstrząśnięte” (Mt 24, 29). Ludzie przerażeni będą biegali jakby w obłędzie, będą szukali kryjówek, ale na próżno, nigdzie nie znajdą schronienia przed potęgami przyrody, wszystko niszczącej na rozkaz Boży w dniu ostatecznej zagłady.
A potem zagrzmi głos trąby, wołając: „Wstańcie, umarli, i przyjdźcie na sąd!” I zadrży ziemia i morze, i czyściec, i piekło, i oddadzą swoich umarłych. „Powstańcie, umarli! Otwórzcie się wy groby, wy pomniki, wy trumny zamknięte, wy pyszne budowle i stare piramidy i oddajcie życiu powierzone wam zastawy!” Co to za widok przejmujący grozą! Gdziekolwiek są kości obnażone z ciała, albo już zamienione w popiół, odzywa się przeraźliwe echo tych słów: „Powstańcie, umarli!”. Wyobraźcie sobie, to powszechne zmartwychwstanie, wyobraźcie sobie jak kamienie grobowe nagle wylecą w powietrze, jak kości zaczną się poruszać i spajać, i okrywać się ciałem, i podnosić z grobów, a całą ziemię zapełnią wracający do życia umarli.
2. Ale jakaż to różnica będzie między tymi ciałami! Jedne będą jaśniały przedziwną niebiańską pięknością, drugie zaś będą budziły obrzydzenie swoją szkaradą. I znowu zagrzmi trąba, i wezwie wszystkie dusze na sąd, i każda z nich połączy się na nowo ze swoim ciałem. Dusze zbawionych uczynią to z radością, bo wszakże ciała ich były drogimi towarzyszami ich trudów, i otrzymają nagrodę za swoje prace i umartwienia. Ale dusza potępiona ujrzy ze zgrozą i największym wstrętem swego dawnego towarzysza i zawoła z wściekłością: „jak to? Ja mam połączyć się z tym ciałem? Mam połączyć się znowu z tymi oczyma, co spoglądały tak bezwstydnie na rzeczy, o jakich nie powinnam była nawet myśleć? Mam z tymi oczyma stanąć przed stolicą Boga? Mam znów wziąć te ręce, które pozwalały sobie na dotknięcia występne, a nie chciały otwierać się dla ubogich i spełniać dobrych uczynków, z tymi rękami mam stanąć przed stolicą Bożą? Mam ożywić na nowo ten język, który prowadził tak niegodziwe i gorszące rozmowy, takie miotał bluźnierstwa przeciwko niebu i pozwalał sobie na takie obelgi i oszczerstwa przeciwko bliźnim, z tym językiem mam stanąć przed stolicą Bożą? Na nowo mam przyoblec te ciało, które było towarzyszem i świadkiem moich występków, które nosi na sobie sromotne ślady wszystkich moich zmaz i mojej rozwiązłości? I z tym przeklętym ciałem mam okazać się Sędziemu?” Jakże taka nieszczęsna dusza będzie wtedy żałowała, że schlebiała temu ciału, że dostarczała mu zakazanych rozkoszy! Będzie jednak za późno, już za późno...
3. A kiedy już wszystkie dusze wejdą z powrotem w swe ciała, wtedy zabrzmi znowu trąba, wołając: „na sąd, wy wszyscy, władcy i poddani, duchowni i świeccy, młodzi i starzy!”. Wszyscy musimy z odsłoniętym obliczem stanąć przed trybunałem Chrystusa, bez żadnych obrońców i pomocników! Miejscem tego sądu będzie, według tradycji Starego Testamentu, dolina Jozafata, która znajduje się między Jerozolimą i Górą Oliwną.
Wtedy ukaże się „Syn Człowieczy” na tronie z obłoków, „w chwale swojej i wszyscy Aniołowie z Nim”. Wyobraźmy sobie tę scenę. Z jednej strony będzie jaśniał krzyż święty w blasku promiennym. Ten krzyż to nie będzie znak krzyża ze światła na niebie, lecz prawdziwy drewniany krzyż, na którym cierpiał Syn Boży w swoim Ciele. Ten krzyż jest teraz podzielony na relikwie przechowywane i czczone w różnych kościołach na całym świecie. W dniu sądu ostatecznego, Aniołowie zbiorą wszystkie jego części w całość oraz ukażą go całej ludzkości. Jak nasze ciało zmartwychwstanie przez połączenie rozproszonego prochu, tak „zmartwychwstanie” i Krzyż św. Z drugiej strony ujrzymy Bogarodzicę, Królową niebios, ale już wtedy nie będzie Ona Matką miłosierdzia i Ucieczką grzeszników. Aniołowie oddzielą na rozkaz Sędziego dobrych od złych, „jako pasterz odłącza owce od kozłów”, i dobrzy staną po Jego prawicy, a źli po lewicy.
Jakież to wstrząsające będą rozgrywały się sceny przy tym rozłączaniu! Oto ten był wielkim panem i uchodził za bardzo czcigodnego, a teraz stanąć musi w szeregach zabójców i morderców. I jego małżonkę weźmie Anioł za rękę i pociągnie na stronę lewą. „O święty Aniele – zawoła ona – zgrzeszyłam, to prawda, ale w ukryciu i nikt nie wiedział o moim występku!” „Tak – odpowie Anioł – ale teraz wiedzą o nim wszyscy!” Po prawicy stanie ów dobry ojciec, a po lewicy jego nieposłuszny i złośliwy syn; po prawicy owa pobożna matka, po lewicy jej rozpustna córka. Grzeszni mężowie będą rozłączeni od żon, a grzeszne żony od mężów, i to na zawsze. Rozłączeni tak daleko od siebie, jak grzech oddalony jest od świętości, jak zły duch od Boga, piekło od nieba. Odrzuceni będą, jak czytamy w Objawieniu św. Jana (Ap 22, 15), „czarownicy, i niewstydliwi, i mężobójcy, i bałwochwalcy, i każdy, który miłuje i czyni kłamstwo”.
4. A jakże bolesne będzie zawstydzenie grzeszników, gdy wszystkie ich uczynki będą odsłonięte przed całym światem! Wszechmoc Boża sprawi, że te niezliczone rzesze, zebrane w dolinie Jozafata, ujrzą od razu jakby w olbrzymim zwierciadle wszystko, co każdy z ludzi kiedykolwiek zrobił, czym obraził Boga, wszystkie lubieżne spojrzenia, mowy i uczynki i zaniedbania, które dotychczas znane były tylko samemu Bogu.
Zaprawdę! Gdyby nie było innych kar za grzech, już sama ta obawa strasznego zawstydzenia w obliczu całego świata powinna by nas powstrzymywać od znieważania Stwórcy! Wtedy nie pomogą nam żadne wymówki. Na próżno będziemy się starali uniewinnić przed wszystkowiedzącym Sędzią, na próżno będziemy wołali: „O Panie, ja nie wiedziałem, co robię; byłem nierozumny, nie pouczono mnie, że trzeba było postępować inaczej!” „Kłamco! – odpowie Sędzia – Jakże wielu pouczało cię, upominało i dawało ci dobry przykład! Ile zbawiennych natchnień użyczałem Ja sam twojemu sercu! Ile razy słyszałeś w szkole i w kościele, jak masz żyć, jak czuwać nad sobą, jak się modlić o łaskę Bożą i czego unikać!” „Ach, Panie, powiesz, ja byłem słaby, ja nie mogłem”. „Nieszczęśniku! Spojrzyj tu na twoich krewnych, twoich przyjaciół i znajomych, oni byli jeszcze słabsi, jeszcze wątlejsi od ciebie, a patrz, jak są czyści, jak umieli wystrzegać się złego!”
Więc chyba wówczas zaczniemy prosić o miłosierdzie. Ale na to możemy usłyszeć tylko jedną odpowiedź: „Minął czas miłosierdzia! Przez całe swoje życie szydziłeś moich sakramentów i moich sług, znieważałeś moje kościoły, nie miałeś litości nad twoim bliźnim, nadużywałeś tylu moich dobrodziejstw, zdrowia, bogactwa, życia i wszystkich innych, i ze wszystkiego korzystałeś tylko na to, żeby Mnie obrażać, a teraz prosisz o miłosierdzie? Minął czas łaski, czas pokuty i miłosierdzia!” Więc ratujmy się wszyscy, póki jeszcze mamy czas, żeby żaden z nas nie usłyszał w owym dniu sądu takiej odpowiedzi!
5. A wreszcie nastąpi ogłoszenie wyroku, który napełni radością serca wiernych sług Bożych i pokutników, a dusze potępionych rozpaczą! Z miłosnym spojrzeniem zwróci się wszechmocny Sędzia do wybranych, wzywając ich słowami: „pójdźcie, błogosławieni Ojca mego!”. Przyciśnie ich do swojej piersi i powie do nich: „drogie moje dusze! Wyście mnie dużo kosztowały, ale teraz raduję się z wami, że was zdobyłem swoim krwawym trudem i tymi oto ranami! Wyście strzegli mojego Zakonu, cenili moją łaskę, wyrzekali się dla Mnie owych rozkoszy i zabaw, bronili mojej czci w domu i w stosunkach ze światem, a kiedyście zbłądzili, obmywaliście duszę z grzechowych plam łzami pokuty! W każdym ze swoich bliźnich widzieliście swego brata i Mnie samego, przyodziewaliście nagich, karmiliście łaknących, nawiedzaliście chorych, pocieszaliście strapionych, coście uczynili jednemu z tych najmniejszych, Mnie uczyniliście. Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, posiądźcie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata!” Na prawdę, niczym wówczas nie wydadzą się tym szczęśliwym wszystkie cierpienia i trudy, które ponosili w służbie Chrystusowej, i błogosławić będą to wszystko, co uczynili dla zbawienia swej duszy!
6. Ale któż wypowie, jak okropna będzie boleść potępionych! Jeżeli święci, jak Hieronim, Bernard, Jan Złotousty drżeli na wspomnienie Sądu ostatecznego, to czyż my, którzy tyle razy ciężko obraziliśmy Boga, możemy czuć się całkiem bezpiecznymi i pewnymi zbawienia? Czy my nie powinniśmy przypominać sobie codziennie, a zwłaszcza w chwilach pokusy, przepowiedni Chrystusowej, że w owym dniu grozy i gniewu Pańskiego odepchnie On od siebie swoich nieprzyjaciół i powie do nich: „Precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, który przygotowano dla szatana i aniołów jego! Albowiem łaknąłem, a nie daliście mi jeść; czułem pragnienie, a nie daliście mi pić; byłem gościem, a nie przyjęliście mnie; nagim, a nie odzialiście mnie; chorym i więźniem, a nie odwiedziliście mnie”. Wówczas oni spytają: „Panie, kiedyż to widzieliśmy Cię łaknącym lub spragnionym, lub gościem, lub w więzieniu, a nie usłużyliśmy Ci?” Wtedy On im odpowie tymi słowy: „Zaprawdę, powiadam wam, czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tego mnie nie uczyniliście”. I pójdą ci na mękę wieczną, a sprawiedliwi do żywota wiecznego. Tak zapowiedział nam Ten, który mógł rzec o sobie: „Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą!” (Mt 24, 35). Daremnie będą szukali nieszczęśni jakiegoś ratunku, daremnie będą prosili swoich świętych patronów, swego Anioła Stróża, samą Matkę Najświętszą o wstawienie się za nimi. Jedną tylko usłyszą odpowiedź: „Za późno! Minął czas miłosierdzia, przyszedł czas zasłużonej kary! Trzeba wam było udawać się do nas o pomoc, dopóki mogliście odmienić swoje życie, odpokutować swoje grzechy, wynagrodzić krzywdy wyrządzone bliźnim, naprawić dane zgorszenie! Teraz musimy was przekląć, jak was przeklęła sprawiedliwość Boska!”
7. Miejmy litość nad sobą samymi i korzystajmy z tego czasu – może już bardzo krótkiego, – który nam jeszcze jest użyczony do poprawy życia! Prośmy ze serdeczną skruchą o miłosierdzie, módlmy się słowami św. Augustyna: „Tu pal, o mój Boże, tu siecz, bylebyś tylko nie kazał mi cierpieć przez całą wieczność!” Posłuchajmy głosu swojego sumienia, które nam mówi, żeśmy zasłużyli na karę, na śmierć, ale nie traćmy otuchy i nadziei przebaczenia!
Bo cóż mówi nam dziś jeszcze Bóg? Czy nas potępił i odrzucił na zawsze? Nie! On mówi przez proroka Ezechiela: „Nie chcę śmierci bezbożnego, ale żeby się nawrócił bezbożny od drogi swej, a żył!” (Ez 33, 11). Słyszymy, jak bardzo niewiele żąda od nas Bóg? Tyle tylko żąda, żebyśmy zeszli z drogi, co wiedzie na zatracenie, żebyśmy przestali odwiedzać ów dom, gdzie grzeszyliśmy i moglibyśmy znowu zgrzeszyć; żebyśmy jeszcze dziś oddalili ową osobę z którą grzesznie żyjemy, zwrócili obcą własność, pojednali się z owym nieprzyjacielem, pośpieszyli do trybunału pokuty i wyznali ze szczerą skruchą wszystkie swoje przewinienia. Nie lękajmy się, że spowiednik będzie nas gromił, zawstydzał, że nawet nam odmówi rozgrzeszenia! On raczej będzie litował się nad nami tym więcej, im cięższe są nasze zbrodnie, jeżeli tylko będzie widział, że chcemy naprawdę pojednać się z Bogiem i rozpocząć nowe życie. Nie zrażajmy się żadnymi trudnościami, prośmy Świętych Pańskich o wyjednanie nam łaski nawrócenia, polećmy się Najświętszemu Sercu Jezusowemu i Matce Najświętszej, która jest naszą nadzieją, naszym żywotem i naszą pociechą! A wtedy możemy bez trwogi oczekiwać sądu i możemy mieć nadzieję, że i my wszyscy staniemy po prawicy Sędziego i usłyszymy owo, radością niebiańską darzące, wezwanie: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, i posiądźcie Królestwo, przygotowane dla was od założenia świata!” Amen.

(opr. na podstawie: ks. Aleksander Pechnik, Kazania i nauki, 1923 r., według kazań misyjnych św. Leonarda a Porto Maurizio, wydanych w Regensburgu w 1892 r., t. 2)
_________________
Deus, tu conversus vivificabis nos...

gregorek
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group